W starym domu pozostaje nieużywany otwór w kominie. Właściciel planuje zamontować kominek, kozę albo drugi piec i dochodzi do pozornie logicznego wniosku: skoro komin już jest, wystarczy podłączyć do niego kolejne urządzenie.
Niekiedy podobna instalacja działa przez wiele lat bez widocznych problemów. Nie dymi, w pomieszczeniach nie czuć spalin, a oba piece wydają się mieć dobry ciąg. Nie oznacza to jednak, że rozwiązanie jest prawidłowe i bezpieczne.
Dwa urządzenia podłączone do jednego przewodu mogą wzajemnie zakłócać swoją pracę. Spaliny zamiast wydostać się ponad dach mogą cofnąć się przez drugie palenisko, nieszczelność albo nieużywany otwór przyłączeniowy. W skrajnym przypadku skutkiem będzie zadymienie pomieszczenia, zatrucie tlenkiem węgla lub pożar.
Czy zatem podłączenie dwóch pieców do jednego komina jest zawsze zabronione? Odpowiedź nie jest tak prosta, ponieważ najpierw trzeba rozróżnić komin jako konstrukcję budynku od znajdujących się w nim przewodów kominowych.
Widoczny ponad dachem murowany komin może zawierać kilka niezależnych kanałów:
Dwa urządzenia mogą więc być podłączone do tego samego trzonu kominowego, ale korzystać z dwóch całkowicie oddzielnych przewodów. W takiej sytuacji nie są podłączone do „jednego komina” w technicznym znaczeniu tego określenia.
Problem zaczyna się wtedy, gdy spaliny z dwóch urządzeń trafiają do tego samego kanału dymowego lub spalinowego.
W starszych budynkach ustalenie liczby przewodów nie zawsze jest łatwe. Otwory widoczne w dwóch pomieszczeniach mogą prowadzić do osobnych kanałów, ale mogą też łączyć się wewnątrz komina. Bez sprawdzenia przebiegu przewodów nie powinno się zakładać, że każdy otwór oznacza osobny kanał.
W większości typowych sytuacji każde urządzenie powinno mieć własny, samodzielny przewód kominowy.
Obowiązujące warunki techniczne wskazują, że trzony kuchenne, kotły na paliwo stałe oraz kominki z otwartym paleniskiem lub zamkniętym wkładem powinny być podłączane wyłącznie do własnego przewodu dymowego o wymaganych wymiarach. Oznacza to, że nie można bez konsultacji podłączyć do jednego kanału na przykład kotła węglowego i kominka albo kotła oraz wolnostojącej kozy.
Przepisy przewidują jednak szczególny wyjątek. Do jednego przewodu dymowego mogą zostać przyłączone piece na paliwo stałe posiadające szczelne zamknięcie, jeżeli jednocześnie:
Jest to wyjątek dotyczący określonego rodzaju pieców, a nie ogólne pozwolenie na łączenie dowolnych urządzeń grzewczych. Nie można więc automatycznie zastosować go do każdego kotła, kominka, pieca na pellet czy współczesnej kozy.
W przypadku urządzeń gazowych zasadą jest podłączenie grzewczego urządzenia do indywidualnego kanału spalinowego, zgodnie z dokumentacją producenta. Szczególne rozwiązania zbiorcze są dopuszczalne między innymi dla odpowiednio zaprojektowanych systemów powietrzno-spalinowych urządzeń z zamkniętą komorą spalania oraz w niektórych profesjonalnie wykonanych kotłowniach wyposażonych w wymagane zabezpieczenia. Nie jest to jednak rozwiązanie, które można wykonać przez proste dołączenie drugiego kotła do istniejącej rury.
Ciąg kominowy powstaje dzięki różnicy temperatury i gęstości pomiędzy gorącymi spalinami a powietrzem zewnętrznym. Im lepiej dopasowane są urządzenie, przekrój kanału, jego wysokość i sposób doprowadzania powietrza, tym stabilniej spaliny przemieszczają się ku górze.
Podłączenie drugiego urządzenia zmienia warunki pracy całego przewodu.
Każdy piec może mieć inną moc, temperaturę spalin, opór przepływu i zapotrzebowanie na powietrze. Jeden pracuje intensywnie, drugi jest wygaszony. Jeden ma szczelną komorę, drugi nieszczelne drzwiczki. Jeden korzysta z naturalnego ciągu, a drugi może być wyposażony w wentylator.
Wspólny przewód nie zawsze potrafi bezpiecznie obsłużyć tak różne warunki.
Gdy jedno urządzenie pracuje, a drugie pozostaje wygaszone, nieczynny piec może stać się najłatwiejszą drogą ujścia spalin.
Zamiast przemieszczać się przez cały komin ponad dach, dym może zostać wtłoczony do drugiego przyłącza, a następnie do pomieszczenia. Szczególnie niebezpieczne są nieszczelne drzwiczki, źle zamknięte wyczystki i prowizorycznie zaślepione otwory.
Uruchomienie drugiego paleniska zmienia przepływ powietrza w całym kanale. Ciąg może stać się niestabilny, pulsacyjny albo okresowo odwracać kierunek.
Problem często pojawia się tylko podczas określonej pogody: silnego wiatru, wysokiej temperatury na zewnątrz, dużej wilgotności albo gwałtownego spadku ciśnienia. Dlatego instalacja może pozornie działać prawidłowo przez wiele tygodni, a następnie nagle zacząć cofać spaliny.
Przekrój odpowiedni dla jednego pieca nie musi wystarczyć do jednoczesnego odprowadzania spalin z dwóch urządzeń. Jeżeli kanał jest dodatkowo zwężony przez sadzę, gruz, przesunięte cegły lub nieprawidłowo wykonany wkład, jego rzeczywista przepustowość może być znacznie mniejsza niż zakładano.
Dwa urządzenia mogą wprowadzać do przewodu większą ilość sadzy i substancji smolistych. Szczególnie niebezpieczne jest spalanie mokrego drewna, duszenie paleniska oraz praca urządzeń przy zbyt niskiej temperaturze spalin.
Jeśli sadza zapali się w przewodzie obsługującym kilka przyłączy, wysoka temperatura może oddziaływać również na drugi piec, rurę przyłączeniową i pomieszczenie, w którym urządzenie się znajduje.
Typowy przykład spotykany w domach jednorodzinnych wygląda następująco: w kotłowni pracuje kocioł na paliwo stałe, a właściciel chce podłączyć kominek w salonie do tego samego kanału.
Takiego rozwiązania nie należy traktować jak dopuszczalnego połączenia dwóch szczelnie zamykanych pieców. Kocioł grzewczy oraz kominek powinny korzystać z własnych, samodzielnych przewodów dymowych.
Nawet jeżeli oba urządzenia nie mają pracować jednocześnie, ryzyko nie znika. Sadza, spaliny oraz wysoka temperatura pozostają w przewodzie także po wygaszeniu paleniska. Ponadto ktoś może uruchomić drugie urządzenie przez pomyłkę, nie wiedząc, że wspólny kanał jest już używany.
W określonych warunkach podłączenie szczelnie zamykanych pieców na paliwo stałe do jednego przewodu może być dopuszczalne. Nie oznacza to jednak, że wystarczy zachować odległość 1,5 m pomiędzy otworami.
Trzeba również sprawdzić:
Dopuszczalność prawna nie jest równoznaczna z techniczną możliwością zastosowania takiego rozwiązania w każdym budynku.
Urządzenie gazowe i piec na paliwo stałe nie powinny odprowadzać spalin do tego samego kanału.
Mogą natomiast znajdować się przy jednym trzonie kominowym, pod warunkiem że korzystają z oddzielnych, prawidłowo wykonanych przewodów przeznaczonych do odpowiedniego rodzaju spalin.
Nowoczesny kocioł kondensacyjny wymaga systemu odpornego na wilgoć, kwaśny kondensat i warunki ciśnieniowe występujące podczas jego pracy. Stary murowany kanał przygotowany kiedyś dla pieca węglowego nie staje się automatycznie odpowiednim przewodem dla kotła gazowego tylko dlatego, że jest wolny.
Otwór w kominie często pozostaje po dawnym piecu kaflowym, kuchni węglowej albo kotle, który został usunięty podczas remontu. Właściciel widzi go i zakłada, że można wykorzystać go do kolejnego urządzenia.
Najpierw trzeba jednak ustalić:
Dokąd prowadzi otwór?
Czy łączy się z używanym przewodem?
Czy przewód jest drożny i szczelny?
Czy jego przekrój jest odpowiedni?
Czy nie znajdują się w nim inne przyłącza?
Czy zastosowanie danego urządzenia dopuszcza jego producent?
Samo spojrzenie przez otwór nie pozwoli odpowiedzieć na te pytania. W starszych kominach przebieg kanałów może być nieregularny, przewody mogą zmieniać przekrój, łączyć się ze sobą albo być częściowo zamurowane.
Nieużywane przyłącze powinno być trwale i szczelnie zamknięte materiałem odpowiednim do warunków występujących w przewodzie. Nie należy stosować prowizorycznych korków, cienkiej blachy, pianki montażowej ani przypadkowych materiałów budowlanych.
Nieszczelne zaślepienie może przepuszczać:
Po wykonaniu zamknięcia warto sprawdzić szczelność przewodu, zwłaszcza jeśli w tym samym kanale pracuje inne urządzenie.
Niepokój powinny wzbudzić przede wszystkim:
Tlenek węgla jest bezbarwny i bezwonny. Człowiek nie potrafi wykryć go własnymi zmysłami. W razie alarmu czujki, podejrzenia obecności czadu albo cofania spalin należy przerwać korzystanie z urządzenia, otworzyć okna i drzwi, wyprowadzić domowników na zewnątrz i zadzwonić pod numer 112. Do pomieszczeń nie należy wracać do czasu sprawdzenia ich przez odpowiednie służby.
Profesjonalna ocena nie polega jedynie na stwierdzeniu, że „w kominie jest wolna dziura”. Trzeba ustalić cały układ przewodów oraz warunki ich pracy.
Kominiarz może sprawdzić między innymi:
W razie wątpliwości wnętrze przewodu można obejrzeć kamerą kominową. Pozwala to wykryć niewidoczne z zewnątrz przewężenia, pęknięcia, przesunięte cegły, stare przyłącza i miejsca, w których kanały nieprawidłowo się łączą.
Najbezpieczniejsza kolejność jest odwrotna.
Najpierw należy ustalić, jakie przewody rzeczywiście znajdują się w kominie. Następnie trzeba porównać ich parametry z wymaganiami nowego urządzenia i ocenić, czy instalacja ma zapewniony odpowiedni dopływ powietrza.
Dopiero na tej podstawie można zdecydować, czy:
Samodzielne podłączanie pieca „na próbę” jest szczególnie niebezpieczne. To, że podczas pierwszego rozpalenia dym prawidłowo unosi się w kominie, nie mówi jeszcze, jak instalacja zachowa się podczas silnego wiatru, jednoczesnej pracy urządzeń lub przy niedoborze powietrza w domu.
Dwa piece znajdujące się w jednym budynku nie muszą oznaczać zagrożenia. Każde z nich może bezpiecznie pracować, jeśli ma odpowiednio dobrany przewód, właściwe przyłącze, dostęp do powietrza i sprawną wentylację.
Niebezpieczeństwo pojawia się wtedy, gdy drugie urządzenie zostaje podłączone do przypadkowego otworu bez sprawdzenia, dokąd on prowadzi i czy przewód został do tego przeznaczony.
W instalacjach kominowych nie wystarczy zasada: „skoro nie dymi, to znaczy, że jest dobrze”. Cofka spalin i tlenek węgla mogą pojawić się dopiero w szczególnych warunkach, a wtedy czasu na reakcję może być bardzo mało.
Przed montażem kominka, kozy, pieca kaflowego lub nowego kotła warto zlecić kontrolę przewodów. Kominiarz ustali, czy urządzenie może zostać bezpiecznie podłączone, wskaże odpowiedni kanał i pomoże uniknąć przeróbki, która zamiast dodatkowego źródła ciepła stworzyłaby zagrożenie dla całego domu.
Dawid Kaleta świadczy usługi kominiarskie w Konstantynowie Łódzkim, Łodzi, Pabianicach, Poddębicach, Lutomiersku i okolicznych miejscowościach. W przypadku planowanego montażu lub wymiany urządzenia grzewczego najlepiej sprawdzić komin jeszcze przed rozpoczęciem prac instalacyjnych.
Przeczytaj także:
kaletadawid2@gmail.com
Szukaj nas na
Projekt i wykonanie: ab-media.pl